Pewnie wiele z was zastanawia się nad kupnem bransoletek Lilou. Te zawieszki na kolorowym sznureczku mają równie wielu zwolenników co przeciwników. Są piękne, urocze, słodkie a do tego BARDZO modne... Swego czasu znajdowały się na nadgarstku każdej bardziej lub mniej znanej gwiazdy, celebrytki, blogerki a także wśród zwykłych śmiertelniczek trudno znaleźć kogoś kto nie ma choć jednej.
Firma Lilou postawiła na prosty pomysł sznurka związanego dwoma żeglarskimi węzłami ze złotą bądź srebrną zawieszką, na której można wygrawerować dowolny napis (bądź znak) i popłynęła na wszechobecnym trendzie personalizowanej biżuterii. Pomysł o tyle genialny, że w przeciwieństwie do, chociażby Pandory (która swoje bransoletki wykonuje ze srebra/złota a same koraliki z różnych kamieni szlachetnych i szkła Murano) u Lilou zawieszki są pozłacane (a nie złote), srebro jest najniżej próby a sama bransoletka wykonana jest z najzwyklejszego woskowanego sznurka...
Nie byłoby pewnie w tym nic złego - bo przecież każdy wydaje swoje pieniądze na co chce - ja też uważałam, że 100zł za kawałek sznurka z zawieszką to całkiem przystępna cena ale ostatnio zdałam sobie sprawę, że to co proponuje nam Lilou jest na prawdę kiepściutkiej jakości, niestety.
Posiadam 3 bransoletki i każda wygląda bardzo, bardzo źle. Sznurek traci kolor już po pierwszym kontakcie z wodą (zwłaszcza ciemniejsze kolory, jasne bledną trochę wolniej co jest absolutnie zrozumiałe) a z czasem okropnie się wyciera. Wynika to częściowo ze sposobu użytkowania (ja w zasadzie bransoletek nie zdejmuje w ogóle) i byłoby całkowicie do zaakceptowana gdyby nie koszt jego wymiany. Szanowni państwo, 25zł za 3 min roboty i kawałek sznurka to zdecydowanie przesada..!
To co zniechęciło mnie do Lilou całkowicie to same zawieszki. Po pół roku codziennego noszenia są porysowane, pozdzierane, wyszczerbione, miejscami nie są już złote a samego napisu praktycznie nie widać.. Wygląda to niezbyt estetycznie i powoli przyzwyczajam się do myśli, że chyba ich żywot dobiega końca a nowych raczej na pewno nie kupię - jest tyle innych rzeczy na które można wydawać pieniądze.
K.